NAJNOWSZY NUMER      Rok XIII (2020) Numer 1 (44)

 

Azjatycki tygrys kontra reszta świata

 

W marcu minie rok od pierwszych, jeszcze pokojowych demonstracji w Hongkongu, które stanowiły temat z pierwszych stron gazet przez większość 2019 roku. Jedna z największych azjatyckich metropolii przez wiele lat była najpierw jedną z brytyjskich kolonii, a od 1997 roku stała się mostem łączącym Chiny kontynentalne i resztę świata. Kiedy Państwo Środka dopiero co na dobre podniosło się po doświadczeniach rządów Mao, a Deng Xiaoping (1904–1997)zaczął wyciągać Chiny z izolacji politycznej i gospodarczej, Hongkong był już ważnym centrum finansowym Azji. Nie bez powodu Deng rozpoczął swoją słynną podróż od Shenzhen, które od „Pachnącego Portu” dzieli zaledwie 50 kilometrów. To przez Hongkong przechodziło wiele eksportowanych towarów, ważnych transakcji finansowych i to w tym mieście tętniły życiem oddziały największych na kontynencie korporacji. Port był bramą do Chin – miejscem jednocześnie tak bardzo chińskim i tak bardzo obcym.

Kiedy w 1997 roku Hongkong powrócił pod jurysdykcję rządu w Pekinie w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy”, stał się niezwykle istotnym zapleczem dla rozwoju gospodarczego Chińskiej Republiki Ludowej. Ale ta data nie przez wszystkich została zapamiętana jako radosna. Gdzieś w świadomości Hongkończyków już wtedy tliła się obawa utraty wolności słowa i innych, tak naprawdę dopiero co uzyskanych przywilejów, bo przecież Brytyjczycy do lat 80. wydawali się nie dbać o zdanie rdzennych mieszkańców półwyspu. Przez prawie sto lat Hongkong wykształcił swego rodzaju odrębność kulturową, która swoje korzenie ma też głęboko osadzone w języku (w Hongkongu językiem używanym przez 98 proc. społeczeństwa jest kantoński, na kontynencie dominuje mandaryński). Filmy z Brucem Lee, a w latach 90. ze Stephenem Chow, utwory cantopop – to wszystko było szalenie popularne nie tylko na półwyspie, lecz także na kontynencie. W barach z karaoke Chińczycy śpiewali z pamięci piosenki po kantońsku, nie znając nawet tego języka. Wszystkie różnice pomiędzy nowoczesnym i zwesternizowanym społeczeństwem Hongkongu a wciąż tradycyjnym i podległym Komunistycznej Partii Chin społeczeństwem ChRL prowadziły do wzajemnych antagonizmów. Zwykle wyrażano je tylko słownie, czasami dochodziło do drobnych bójek pomiędzy lokalnymi łobuzami a przyjezdnymi z kontynentu. Hongkong i kontynent żyły połączone zasadą „jeden kraj, dwa systemy” niczym stare, lecz nieco skłócone małżeństwo. 

W drugiej dekadzie XXI wieku nastroje zaczęły się pogarszać. Najpierw, w 2012 roku, planowano wprowadzić reformę edukacji, wedle której język ogólnonarodowy putonghua miał być językiem obowiązkowo nauczanym w szkołach, a także językiem, w którym zdawane będą egzaminy. Przez wielu uczniów zostało to odebrane jako próba zamachu na swobodę używania rodzimego kantońskiego. Narodził się ruch sprzeciwu, który wtedy skończył się na kilku cichych przemarszach pod budynek Rady Legislacyjnej. W tym czasie również swoją działalność polityczną zaczynał młody Joshua Wong Chi-fung (Huang Zhifeng 黃之鋒, ur. 1996), dzisiaj jeden z najbardziej znanych prodemokratycznych aktywistów. Prawie trzy lata później, pod koniec 2014 roku, Pekin wysunął propozycję zmiany ordynacji wyborczej w Hongkongu, według której teraz kandydaci na szefa rządu specjalnego regionu administracyjnego musieli być najpierw zaakceptowani przez rząd centralny. Sprzeciw wśród Hongkończyków, którzy od lat marzyli o prawdziwych, w pełni demokratycznych wyborach, był ogromny. Po raz pierwszy odbyły się demonstracje na wielką skalę; zapisały się one w historii miasta jako „parasolkowa rewolucja”. Pomimo aresztowań niektórych z protestujących, miały charakter pokojowy. I choć nie udało się nic wskórać, społeczeństwo dało znak, że czuwa.

Golden Bauhinia Square - ważne miejsce w Hongkongu, które powstało w 1997 r. (fot. Karolina Załęgowska)

Zeszłoroczne incydenty okazały się bezprecedensowe. To pierwsze trwające tak długo i tak brutalne demonstracje w Hongkongu. Wszystko zaczęło się od sprawy morderstwa: rezydentka Hongkongu stała się ofiarą swojego partnera, również Hongkończyka. Zbrodni dokonał na Tajwanie, gdzie oboje udali się na wakacje. Sprawca wrócił do domu, przyznał się policji do winy, ale nie mógł zostać postawiony ani przed sądem w Hongkongu, ani wysłany na Tajwan, bo nie pozwalał na to brak umowy ekstradycyjnej. Rada Legislacyjna pod przewodnictwem szefowej rządu, Carrie Lam, stworzyła projekt ustawy, który miał pozwolić na ekstradycję podejrzanych zarówno na Tajwan, jak i do Chin kontynentalnych. Mieszkańcy miasta natychmiastowo zamanifestowali swój sprzeciw. Nikt nie myślał już o sprawie tragicznej śmierci kobiety i sprawcy, który nie poniósł kary; wszyscy obawiali się, że nowe prawo może stać się elementem gry politycznej Pekinu, przez którą niewinni będą sądzeni przez partyjne sądy. Hongkończycy wyszli w kwietniu na ulice, by w pokojowych przemarszach pokazać swoje niezadowolenie. Szacowano, że w protestach wzięło udział nawet więcej osób niż w czasie „parasolkowej rewolucji”. Rząd Carrie Lam pozostawał nieugięty.

W lipcu konflikt eskalował. 1 lipca, kolejna rocznica przekazania Hongkongu pod jurysdykcję władz ChRL, okazał się pierwszym dniem protestów, w którym tysiące demonstrantów dało upust swojemu niezadowoleniu. Od pokojowego przemarszu odłączyła się spora grupa ludzi, która szturmem zajęła budynek Rady Legislacyjnej. Niszczono wszystko po drodze, w ruch poszły cegły, kamienie, a nawet pręty wyrwane z okolicznej infrastruktury. W kolejnych miesiącach było już tylko gorzej. Pojawił się problem brutalności nie tylko ze strony demonstrantów, lecz także policji, która, nie radząc sobie z opanowaniem zamieszek, zaczęła nadużywać siły. Społeczeństwo zrozumiało, że władze są głuche na pokojowe przemarsze i być może tylko siłą uda się coś ugrać. Koktajle mołotowa, gaz łzawiący, gumowe pociski, kamienie – wszystko to stało się dniem powszednim w Hongkongu w drugiej połowie 2019 roku. Ofiar było mnóstwo, zarówno wśród policjantów, jak i wśród demonstrujących. Kilka osób trafiło w stanie krytycznym do szpitali (w tym postrzelony przez policjanta osiemnastolatek oraz podpalony przez protestujących starszy mężczyzna), kilka osób straciło życie. Miasto zostało sparaliżowane na wiele miesięcy. Po raz pierwszy od dekady gospodarka Hongkongu stanęła w obliczu recesji. Zaczęli ponosić straty drobni i średni przedsiębiorcy, duże rodzime firmy, a także międzynarodowe korporacje, które działały w Hongkongu. Normalne życie stało się niemożliwe. Choć władze zdecydowały o całkowitym wycofaniu się z projektu ustawy na początku października, protestujący nie zakopali topora wojennego. Chcieli uniewinnienia wszystkich aresztowanych, rozliczenia policji z nadużywania siły i przeprowadzenia w pełni demokratycznych wyborów. Jeszcze pod koniec listopada płonął kampus Uniwersytetu Hongkońskiego, gdzie doszło do starć studentów z policją. Prezydent Xi Jinping kilkakrotnie spotykał się z Carrie Lam i apelował o pogłębiony dialog ze społeczeństwem. Interwencja militarna byłaby przecież Chinom bardzo nie na rękę; Pekin stara się budować wizerunek Państwa Środka jako odpowiedzialnego aktora na arenie międzynarodowej. W sytuacji, kiedy gospodarka zwalnia, nikt nie chce powtórzyć błędu sprzed lat i narazić się na długoletnie sankcje. Atmosfera w Hongkongu wciąż jest napięta i trudno powiedzieć, że nastał pokój. Prawdopodobnie, gdyby nie epidemia koronawirusa, tak bardzo podobna do epidemii SARS z 2003 roku, walki toczyłyby się nadal. Teraz jednak każdy stara się unikać tłumów i zgromadzeń publicznych.

Protesty prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będą dawać o sobie znać, zwłaszcza w kwestii gospodarczej. Wielu przedsiębiorców zirytowanych pracą w tak trudnych warunkach rozważało przeniesienie biur na wybrzeże Chin kontynentalnych. Teraz oczywiście stało się to niemożliwe. Społeczeństwo Hongkongu prawdopodobnie całkowicie straciło zaufanie do władzy i służb porządkowych, a obawa znalezienia się pod reżimowymi rządami Pekinu jeszcze bardziej wzrosła. Z pewnością widmo to ciąży także na hongkońskiej społeczności katolickiej. Hierarchowie Kościoła w Europie właściwie nie skomentowali zeszłorocznej sytuacji, prawdopodobnie ze względu na toczące się rozmowy papieża Franciszka z przedstawicielami rządu w Pekinie. Pokojowe negocjacje miałyby nieco polepszyć sytuację katolików w Chinach. Papież Franciszek w ciągu ubiegłych miesięcy wspomniał tylko, że „kocha Chiny”.

1 2020azjtrg02 minMongkok (fot. Karolina Załęgowska)

Kościół w Hongkongu zdaje sobie jednak sprawę, że coraz silniejsze wpływy KPCh w Hongkongu mogą być problemem dla dość licznej społeczności katolickiej. Milczenie Watykanu spotkało się z krytyką Hongkończyków, a protesty zostały wsparte przez najwyższych przedstawicieli Kościoła w Hongkongu. Podczas niejednej mszy odśpiewywano Chwała Hongkongowi! [Glory to Hongkong]. Biskup Joseph Ha Chi-shing 夏志誠 (ur. 1959)wzywał rząd do zmiany dyskursu politycznego i wyrażał nadzieję, że społeczeństwo się nie podda. Kościół wspierał protestujących nie tylko duchowo, ale także oferował im pomoc w postaci środków opatrunkowych potrzebnych do udzielania pierwszej pomocy. 

Wydaje się, że protesty na zawsze zmieniły Hongkong w każdym możliwym aspekcie życia jego mieszkańców. Miasto aż do teraz nie zaznało dłuższego okresu spokoju. Prawdopodobnie nadszarpniętą kondycję gospodarki uda się jeszcze naprawić, ale zaufanie społeczne będzie znacznie trudniejsze do odbudowania. Protesty sprawiły również, że społeczność katolicka na półwyspie zaczęła krytycznie patrzeć na Watykan, a co więcej, poczuła się przez hierarchów Kościoła opuszczona. Co zatem będzie z jednym z dawnych azjatyckich tygrysów? Prawdopodobnie zadecyduje o tym rząd centralny KPCh w Pekinie, na który, w istocie, społeczność międzynarodowa ma niewielki wpływ. Wszelkie sprawy związane z Hongkongiem uznawane są wszakże za wewnętrzną sprawę ChRL. Wielu analityków przewiduje jednak, że okres przejściowy zagwarantowany w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy” może potrwać krócej niż do 2047 roku, a to może oznaczać utratę wielu przywilejów zarówno dotyczących całej społeczności Hongkongu, jak i jego katolickiej części.

Karolina Załęgowska
Wiceprezes Instytutu Boyma
Analityczka ds. Chin i Hongkongu
www.instytutboyma.org


STRONA GLÓWNA